NORMAN - wróżbita, jasnowidz, astrolog

Książka "Metamorfozy po polsku"

Powieść jest inspirowana przeżyciami klientek i klientów znanego warszawskiego jasnowidza i astrologa. Wartka akcja książki ilustruje wpływ przemian gospodarczych w Polsce na gwałtowny wzrost różnych patologii. 

warszawski wróżbita, jasnowidz

Opisane są znamienne dramaty ludzkie oraz przykłady łatwego zdobywania fortuny. W ukazanych zdarzeniach każdy znajdzie liczne podobieństwa do znanych sobie faktów. Tłem dla opisanych zdarzeń jest wielka, namiętna miłość.

Wybrany fragment z książki

Rządowa Lancia szybko prześlizgiwała się podmiejską drogą w kierunku daczy Anny. Na tylnym siedzeniu można było zauważyć dwóch, sportowo ubranych mężczyzn. Jednym z nich był Olgierd. Rozmowa między panami nie kleiła się, podtrzymywana jedynie zdawkowymi uprzejmościami i typowymi w takich przypadkach sloganami o pogodzie. Tym niemniej, oprócz oficjalnej wstrzemięźliwości, można było w ich zachowaniu wyczuć coś, co wskazywałoby na wątłą, ale rozwijającą się nić sympatii. Dodatkowo sprzyjał temu fakt, że obaj panowie mieli zawsze podobne poglądy na omawiane sprawy, a nigdy nie zajmowali względem siebie kontrowersyjnych stanowisk.

– Najbardziej lubię tę porę roku – mówił Olgierd. – Niech pan spojrzy, panie ministrze, wszystko dojrzewa, by wydać plon. To tak, jakby piękna kobieta wstała rano i już bez zahamowań, przeciągając się zmysłowo, prezentowała swoje wdzięki – masz mnie i bierz mnie

– roześmiał się z własnego skojarzenia.

– roześmiał się z własnego skojarzenia.

Przez twarz mężczyzny tytułowanego ministrem przemknął ledwie zauważalny uśmieszek. Były w nim i pewność siebie i lekka ironia.

– Jest pan romantykiem, panie pośle, wszędzie widzi pan kobiety.

– No, to pomińmy to porównanie, – upierał się Olgierd – ale niech pan spojrzy. Czy to nie jest piękne, ta szachownica pól? Tu dojrzewa zboże, tam kartofelki, tam buraczki, aż się proszą, żeby je zerwać i dołączyć do pieczeni. Każdy chłop w różnych miejscach sieje co chce i stąd ta rozmaitość kolorów.

– Już niedługo, – z rozwagą odparł minister -już niedługo, Za kilka lat będą tu wielkie obszary jednakowych upraw, pełna mechanizacja, a kmiotki będą robić za parobków, tak jak od wieków ich pradziadowie, z tą tylko różnicą, że dawniej pan był Polakiem. Takie jest ich przeznaczenie i tego już nie uda się zmienić.

– Będą się bronić - z przekonaniem powiedział Olgierd.

– Ano będą. Przeżyjemy jeszcze niejedną blokadę dróg, awantury na ulicach, ale to do niczego nie doprowadzi. – Nastała chwila milczenia.

– Panie pośle, radzę panu w takich wypadkach nie zajmować żadnego stanowiska, a najlepiej podczas debat nad tymi sprawami czas spędzić w bufecie. Niech pan obserwuje pustki w sali obrad sejmu i naśladuje ludzi mądrych. Pan zalicza dopiero pierwszą kadencję. Życzę panu jeszcze wielu - minister wygłosił tę radę z narastającą życzliwością.

– Na pewno wezmę do serca pana uwagi, panie ministrze – z głębokim przekonaniem powiedział Olgierd.

– Tu nie ma czego ratować – dodał minister. – Jak pan sobie wyobraża na wolnym rynku Unii Europejskiej, konkurencję prymitywnej gospodarki z nowoczesnymi technologiami gospodarki rolnej?

– Można się jednoczyć i wspólnie zakupywać nowoczesne środki produkcji. Minister roześmiał się.

– Wspólne zakupy? Przecież natychmiast się pokłócą. Czy pan nie zna psychiki polskiego chłopa? A gdyby nawet nie, to na zrównanie z zachodem potrzebne są ogromne pieniądze. Żaden bank taniego kredytu chłopom nie da. Przecież sprzedaliśmy banki obcemu kapitałowi. Rotszyld powiedział: – „Jeżeli chcecie zniszczyć naród, to pozbawcie go kredytów".

- No niech pan sobie wyobrazi, że bank z niemieckim kapitałem da taniąpożyczkę polskiemu chłopu, po to, żeby Niemiec miał większe trudności z wykupieniem ziemi od tego chłopa. Przecież to absurd! - kontynuował minister.

– No tak – zgodził się Olgierd.

– No to kto mu da? Państwo polskie? Zgodzi się pan na przykład płacić podatek dochodowy o połowę większy od obecnego po to, żeby ratować kmiotków?

– Właśnie dojeżdżamy – przerwał Olgierd. Samochód podjechał do solidnej bramy, którą otworzył barczysty mężczyzna z rewolwerem przy pasku. Koła zaszeleściły po żwirowanej alei.

- Jesteśmy na miejscu! Tu mamy kort tenisowy. Od razu zagramy, czy najpierw mały drink?

- Nie, zagrajmy od razu.

- No to proszę, wysiadamy. Niech pan się rozrusza. Przez chwilę zajmie się panem pan Kazio, a ja wyskoczę zobaczyć co nam dadzą na kolację.

– Ależ proszę nie robić sobie kłopotu.

– Żaden kłopot. Za godzinę wszyscy będziemy głodni. - Do ministra podszedł uśmiechnięty, wysportowany mężczyzna, a Olgierd szybkim krokiem udał się do willi w poszukiwaniu Anny. Znalazł ją od razu.

- Aniu - rozpoczął bez powitania. - Bardzo mi zależy na facecie, z którym przyjechałem. Cała nadzieja w tobie. To jest typ, który ma za żonę tłustą babę, której prawdopodobnie nigdy nie zdradził. Całą młodość pilnie się uczył, a później pracował jak dziki, żeby się wyrwać ze swojego ubogiego domu, gdzieś w małym miasteczku. Podejrzewam także, że on ma jakieś zahamowania na tle seksualnym ...

- Dobrze - powiedziała Anna.

- Wiem, że na ciebie zawsze mogę liczyć - nieomal machinalnie odpo¬wiedział Olgierd i pobiegł w stronę kortu tenisowego. Anna zamyśliła się.

- Która z dziewczyn będzie najodpowiedniejsza do uwodzenia tego fra jera? Wybór padł na Tąjkę. Zawołała ją.

- Toa - jest dla ciebie odpowiedzialna praca. Przygotuj się do kolacji. Masz się ubrać skromnie, bez żadnych malunków. Masz tylko seksownie pachnieć i co najważniejsze - nie wolno ci się do gościa odezwać po polsku!

- Ależ ja już dobrze mówię po polsku - przerwała Toa.

– roześmiał się z własnego skojarzenia.

- Masz słuchać, a nie mędrkować. - Jasne?

- Tak, proszę pani - Toa spuściła głowę.

- Niech ci się zdaje, że jesteś jego pokorną niewolnicą, z którą on może zrobić wszystko co zechce. Ale żadnego gestu zachęcającego - Anna czuła wstręt do siebie, gwałtownie zabiło jej serce, ale opanowała się.

- Słuchaj, jak ci godzinami będzie truł o swojej żonie i tylko mu przytakuj. Masz być pełna czułości, dobroci i zrozumienia. Czy zrozumiałaś?

- Wiem o co chodzi - powiedziała Toa.

- No to pamiętaj. Jak ci się uda nakłonić go do seksu, to masz u mnie duży plus. Nie muszę ci przypominać, że później umawiać się z nim masz tylko tutaj.

- Dziękuję pani, że mnie pani wybrała - Toa pokornie schyliła głowę.

- No, to do roboty.

Anna spojrzała na zegarek. Dochodziła siódma. - O 23-ciej mam najważniejsze w życiu spotkanie - zadrżała. - Muszę się już szykować.

Kontakt:   

Telefon: (22) 833-57-80, 609-370-271
e-mail: norman.astrolog@wp.pl 

Norman - wróżbita, astrolog, jasnowidz

Jeżeli chcesz zamówić usługę, książkę, dowiedzieć się szczegółów - zadzwoń lub wyślij maila z zapytaniem.

Partner serwisu:

przystanekmilosc.pl


Portal dla szukających miłości i dobrej zabawy